CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!
Rozdział 127
Znacie to uczucie jak czegoś bardzo
chcecie, ale im bliżej jesteście tym bardziej chcecie zawrócić? Tak było ze mną
gdy jechaliśmy do Chicago. Zastanawiałam się czy nie krzyknąć na Luke’a lub
David’a żeby zawrócić. Czułam, że z każdym kilometrem tracę oddech. Że z każdą
minutą odchodzi jakaś cząstka mnie. I to jest straszne. I co ja mu powiem? Po
prostu przyjdę do jego biura, stanę przed jego biurkiem i powiem mu „cześć
tato, pamiętasz mnie? To ja Diana twoja córka. Odpowiesz mi na parę pytań?”
Przecież to takie żałosne… Ale niestety zaraz będziemy. Nie ma odwrotu. A co do
podróży. David i Luke wzięli się za prowadzenie busa którego wypożyczyliśmy.
Layla, Emily, Margaret, Grace i ja gadałyśmy na tyłach i przyznam że Grace to
naprawdę fajna dziewczyna. Nie dziwię się Luke’owi. I przeprowadziłam rozmowę z
Em sam na sam.
- Diana? Możemy porozmawiać?- pewnie.
Poszłyśmy na koniec busa.
- Louis jest aniołem prawda?- kiwnęłam głową.-
A wiesz jak umarł?
- Nie, a co?- spuściła wzrok.
- A mogłabyś mnie z nim spotkać jak wrócimy?
To bardzo dla mnie ważne…
- Jasne, a chcesz powiedzieć czemu?- zaśmiała
się.
- To jest głupie trochę.
- Proszę cię. Przecież gadasz teraz ze swoją
przyjaciółką która jest aniołem. To też jest głupie- uśmiechnęła się.
- Wydaję mi się, że Louis to mój zmarły brat. –
zaskoczyła mnie. Ale w sumie są trochę do siebie podobni. Ale najbardziej
rzucają się oczy. Identyczne… I Em nawet nie wie jak jej brat się nazywa i
gdzie leży czyli, że to może być prawda.
- Gdy tylko wrócimy spotkam was. Obiecuję-
przytuliła mnie.
O 12 byliśmy w Chicago. Do 15
zwiedzaliśmy, byliśmy na zakupach i takie tam. Znaczy ja i Luke do 15, reszta
jeszcze została. Luke obiecał że mi potowarzyszy. Nie dałabym rady sama. Podeszliśmy pod klub.
- Zamknięte- powiedział bramkarz.
- Jesteśmy umówieni na spotkanie z
panem Evansem. Czy wpuści nas pan?- pan Evans. Mój tata.
- Chwilkę- zniknął w środku, a my
czekaliśmy jakieś 5 minut- Zapraszam. Korytarzem do końca.- wskazał nam drogę.
- Dziękujemy- jeszcze jakieś 10
metrów. Z każdym krokiem moje serce zaczęło szybciej bić. Zaraz się odwrócę i
wybiegnę. Przysięgam…
- Spokojnie.- usiadł na krześle przed
biurem. – Poczekam tutaj. Powinniście pogadać sami.- westchnęłam i odwróciłam
się do drzwi- No dalej- poganiał mnie Luke. Zapukałam.
- Proszę- ten głos. Nic się nie
zmienił. Dobra, musisz to zrobić. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
Siedział do mnie tyłem i gadał przez telefon.- Proszę usiąść i chwilę poczekać.-
nie ruszałam się z miejsca i czekałam dwie minuty zanim skończył rozmawiać.
Odwrócił się na krześle i spojrzał na mnie.- Słucham?- nie poznał mnie, ale
chyba coś kojarzył bo mi się z zaciekawieniem przyglądał.
Jules Evans |
- Dzi-dzień dobry- wydukałam.
- O co chodzi?- uniósł brew.- I jak
się nazywasz?- wtedy nagle strach zastąpił gniew. Jak można własnej córki nie
rozpoznać?! Tak bardzo się nie zmieniłam! Prychnęłam.
- Nie pamiętasz mnie?
- A powinienem? Chociaż wydajesz się
znajoma. Skąd się znamy- teraz to się wściekłam.
- Nie pamiętasz własnej córki?-
odparłam oschle. Zaskoczyłam go.
- Diana? Co ty tu robisz?- urwał na
chwilę- Dlatego cię kojarzę. Wyglądasz identycznie jak Carren w twoim wieku.
- Przyszłam dostać odpowiedzi.-
powiedziałam ledwo opanowując emocje.
- Na co?- chciałam zacząć mówić, ale
mi przerwał- Zaraz, czyli że ty jeszcze nic nie wiesz?
- O czym?- zaśmiał się i podszedł do
barku.
- Mamusia pozwala ci wypić alkohol?
Może być whisky?
- Tak może, ale mógłbyś…
- Poczekaj, a odpowiem- nalał nam po
szklance.
- Czekam już 10 lat i nadal nic nie
wiem i liczę na to, że mój wysiłek żeby się z tobą zobaczyć nie poszedł na
marne- warknęłam.
- Charakterek po mamusi. Powiedz mi,
też z ciebie taka kłamczuszka?
- Nie? W ogóle o czym my rozmawiamy?
Miałeś mi odpowiadać na pytania.
- Tak miałem, ale tego nie zrobię.
Widzisz aż takim dupkiem nie jestem i to twoja mama lub ty sama możesz dać
odpowiedz. Chodzi czemu was zostawiłem prawda? O to ci chodzi?
- Tak i chce wiedzieć czemu mnie nie
kochałeś- no i pojedyncza łza spłynęła.
- Wiesz co ci powiem? Wydajesz się
naprawdę miłą dziewczyną. I zawsze taka byłaś, ale czasami jest tak, że
nienawidzimy pewnych osób choć nic nam nie zrobiły. I tak jakoś wyszło pomiędzy
nami.- po moich policzkach spływały łzy.
- Tak jakoś wyszło?! Czy ty wiesz ile
dla mnie znaczyło mieć ojca?!- nie wiem czy krzyknęłam czy to był szept. Ale
nie obchodziło mnie to.
- Przykro mi Diana, ale świat nie jest
doskonały. Miejmy nadzieję, że nie pójdziesz w ślady mamy i nie będziesz kłamać
i będziesz umiała dokonywać wyborów. Wiesz jaki problem jest z twoją mamą?
Myśli że można mieć wszystko bez konsekwencji i można kłamać, bo to nie rani.
Nie rób tak bo będziesz cierpieć, dziecko. Odpowiedzi ci nie udzielę, ale dam
ci pomoc. Mama od ciąży prowadziła pamiętnik przez pewien czas. Tam
znajdziesz chyba wszystkie odpowiedzi.
Miejmy nadzieję, że masz mocną psychikę.- poklepał mnie po ramieniu.- Ale na
razie się nie smuć. Dostaniesz darmowe wejście do klubu na dziś wieczór.
- Nie jestem sama- szepnęłam.
- Tak a z kim?
- Szóstka przyjaciół- machnął ręką i
podał mi listę.
- Wpisz was o tutaj- pokazał mi
miejsce.- Nie będzie żadnego problemu z wejściem. I nie musicie stać w kolejce.
- Dziękuję.- ruszyłam do drzwi.
- Uwierz mi nie ma za co- uśmiechnęłam
się lekko i opuściłam pokój.
***
Po godzinie imprezy ponownie wpadłam
na ojca.
- I jak się bawisz?
- Świetnie, tato.
- Nie mów do mnie tato. To trochę dla
mnie nie komfortowe- zaśmiał się.- Mów mi Jules.
- Dobrze Jules.- zwrócił się do
barmana.
- Ona pije za darmo- wskazał na mnie i
gdzieś odszedł.
- Nowa towarzyszka?- zapytał barman
który był niewiele starszy ode mnie.
- Córka- powiedziałam i poprosiłam o
drinka.
- To on ma córkę?- spytał zaskoczony.
Machnęłam ręką.
- Długa historia. A właściwie to
jestem Diana- podałam mu rękę.
- Thomas- też to zrobił. Przegadałam z
nim parę godzin i nieźle się upiłam. W końcu ruszyłam na parkiet i zaczęłam
tańczyć samotnie.
Bez skrzydeł xd |
---------------------------
I co sądzicie? Jak wrażenia? Polubiłyście tatę Diany? Diana trochę taka uwodzicielka pod koniec xd Lou i Em są rodzeństwem? Nie możecie się doczekać odkrycia tajemnicy? Musicie poczekać do jutra. Zapraszam na pozostałe blogi i liczę na co najmniej 8 komentarzy tutaj. I miło, że przybywają nowi czytelnicy :))
Mnie też jest miło, że trafiłam na tego bloga :)
OdpowiedzUsuńMam takie głupie przeczucie, że Lou i Em to naprawdę rodzeństwo.
Jakoś nie lubię taty Diany. Chociaż trochę jej pomógł. Powinniśmy się z tego cieszyć. No i drinki za darmo! O czym tu więcej marzyć?! Hahaha, przepraszam, odwala mi xD .
Bardzo ciekawi mnie czy Diana dowie się prawdy. Może wtedy się rozmyśli i wybierze jakąś ze stron. Oczywiście chciałabym aby wybrała ciemność, ale teraz się powtarzam.
Zapraszam: lovee-story-for-us.blogspot.com
Dominika.
Rozdzial super, a tata Diany wydajw sie byc fajny i mam nadzieje, ze Lou i Rm sa rodzenstwem :)
OdpowiedzUsuńSuper, z niecierpliwością czekam na next :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Anioły Ciemności staną się Aniołami Światłości, czy coś w tym stylu, bo nie chcę, żeby ktoś umarł :(
Jestem bardzo ciekawa, jaka jest ta tajemnica rodzinna *.* To już jutro :D!
Diana musi być z CAINE'M :D I oczywiście wybrać ŚWIATŁOŚĆ :D O nie, ja nie chcę, żeby umierała, wszyscy muszą ją przekonać :( Teraz, wydaje mi się, że dokona wyboru jak przeczyta pamiętnik swojej matki :)
Przepraszam, że nie dodałam komentarza, ale przeczytałam poprzedni rozdział dopiero dzisiaj :) Uważam, że Em i Louis bd rodzeństwem :)
Nosz kurwa, ona nie może umrzeć, nooo :'(
Nie mogę doczekać się wojnyyy :p
Sorry, że się powtarzam, ale może coś tym zdziałam :D
Jestem wiernym czytelnikiem,jestem skromna, wiem to :p - pozdro Asia :)
Boski! Nie mam dzsiaj za dobrego humoru więc za dużo nie napiszę... Czekam na nn.
OdpowiedzUsuńADA xx
Super<3
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział *.*/ Dominika
OdpowiedzUsuńWSPANIAŁY <3 / Aga
OdpowiedzUsuń